Kilka minut później przyjechał Nicolas. Był nadzwyczaj zadowolony i pewny siebie.
- Co jest...?- nie dokończył, bo dałam mu w twarz.
- Ty idioto! Jesteś cholernym dupkiem i podłym kłamcą!- zaczęłam się na niego drzeć.
- Vivi ale o co ci chodzi?- udawał niewiniątko, świetnie.
- Nie mów tak do mnie! Wiem że nie raz mnie zdradziłeś, a ja ci ufałam! Nienawidzę cię! -odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę plaży, a po policzku spływały mi łzy.
- Esther ale skąd ty o tym niby możesz wiedzieć?- dogonił mnie i złapał za ramię, ale szybko odtrąciłam jego rękę.
- Niby to ja mam swoje sposoby. Daj mi spokój i nigdy więcej do do mnie nie zbliżaj- warknęłam zakrywając twarz włosami, żeby nie zobaczył, że płaczę.
- Maks...- usłyszałam tylko i Nicolas się zmył.
Znalazłam kawałek dzikiej plaży. Nadal miałam mokre policzki. Usiadłam, skulając się pod jednym z drzew, chowając zapłakaną twarz w kolanach.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz