Następnego dnia szykowałam się na umówione spotkanie. Jako że dzisiaj było chłodno, postanowiłam wyciągnąć z szafy moją ukochaną, czarną ramoneskę. Do tego spodnie w tym samym kolorze z dziurami na kolanach, bluzę z kapturem i martensy.

Miałam dzisiaj kaprys na czarny kolor. Włosy tylko trochę rozczesałam i wyszłam na miasto. Żeby wiatr kompletnie nie rozwalił moich włosów, narzuciłam kaptur. Na spotkanie przyszłam punktualnie. Maks już czekał.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz